1. Styczeń 1988

Rodzi się dziecko z charakterkiem 😉  Już wtedy wybierałam zawsze „na opak”  i nie jak wszyscy, dlatego wielki szacunek dla mamy, taty i starszego brata. Dziś wiem, że nie mieli łatwo, ale żeby nie było – cała rodzina zgodnie twierdzi, że  mimo wszystko było fajnie 😉 Połowę dzieciństwa spędziłam  z dzieciakami w piaskownicy. Budowaliśmy bazy, bawiliśmy się w chowanego, ciuciubabkę, graliśmy w klasy, w karty,  w gumę, w chłopa, w kolory, w państwa i miasta. We wszystko na co mieliśmy ochotę. Już wtedy późno wracałam do domu 😉 zdarzało się, że pojawiłam się wcześniej, ale za mną pojawiała się cała banda, by dalej się bawić albo np. na frytki lub naleśniki 🙂

1 Wrzesień 1995

Poszłam do szkoły podstawowej. Miałam iść rok wcześniej, ale rodzice zdecydowali, że na naukę jeszcze będę miała czas i powinnam korzystać z uroków dzieciństwa 😉 (Dziękuję – świetna decyzja!) Co robiłam później? Odkrywałam świat, poznałam jeszcze więcej dzieci, szukałam dla siebie zajęcia.  Bardzo często odwiedzałam bibliotekę. Chodziłam na różne kółka zainteresowań. Początkowo nie polubiłam się z niemieckim. Byłam mażoretką – nie mylić z marionetka ;p trochę tańczyłam,  próbowałam swoich sił w teatrze, w orkiestrze dętej, przez pewien czas śpiewałam w scholii,  udzielałam się gdzie mogłam. I trochę błądziłam, do momentu gdy moja przyjaciółka powiedziała: „Po lekcjach jest UKS chodź ze mną na piłkę!” Więc poszłam. W trzeciej klasie zaczęłam grać w piłkę nożną. Stworzyłyśmy fantastyczną drużynę, której miałam przyjemność być kapitanem. Nauczyłyśmy się wygrywać, przegrywać, współpracować, rywalizować, kłócić i godzić, a przede wszystkim  tworzyć zespół, przyjaźnić się  i razem walczyć. Wspaniały czas i wspaniali ludzie. Myślę, że do dzisiaj każda z nas, nosi w sobie i pielęgnuje te wspomnienia.

Gimnazjum

Byłam trzecim rocznikiem, który poszedł do gimnazjum. Tam powoli rezygnowałam z piłki nożnej, wprawdzie nadal jeździłam na zawody, ale nie trenowałam już tak intensywnie. Zaczęłam poświęcać więcej czasu na niemiecki i angielski. Tutaj nastąpił przełom. Z marnej trójki wypracowałam sobie mocną piątkę – uwierz, też nie było mi łatwo. Nadal się udzielałam, byłam harcerką. Z tą samą przyjaciółką z którą grałam w piłkę i innymi dziewczynami, znowu tworzyłyśmy drużynę, zakładałyśmy pierwszą harcówkę w naszej szkole, zabiegałyśmy o mundurki. I tak zmotywowane, pod pieczą naszego dyrektora, ruszyłyśmy szukać sponsorów. Przeprowadziłyśmy pierwsze negocjacje z burmistrzem naszej Krajenki 😉 Deal był prosty – miasto sponsoruje nam mundurki, a my sprzątamy park miejski. Wygrałyśmy to!

Tutaj zdecydowałam, że będę uczyć niemieckiego.

Liceum

Uczęszczałam oczywiście do klasy z rozszerzonym niemieckim i żeby nie było, że bez sportu, to w mojej klasie znalazły się siatkarki i siatkarze pilskiej Nafty 😀 Domyślasz się, co robiliśmy na w-f-ie, zwłaszcza, że naszym nauczycielem przez pierwszy rok był ich trener 😀

Nasza wychowawczyni – germanistka – przedstawiła nam Kafkę – faceta, który pisze o przewróconym do góry nogami robalu… dla wielu mało zachęcające, ale nie uwierzysz, już wtedy zafascynowałam się nim i literaturą niemiecką. Tak bardzo, że pracę magisterską pisałam właśnie o kafkowskich dziełach.

Będąc w liceum wyjechałam po raz pierwszy na wakacje do pracy do Holandii. Ten piękny czas spędzony tam i ludzie, których poznałam również ukształtowali mnie i moje poglądy.

Bydgoszcz/ Wałcz – czas poszukiwań

Lingwistyka stosowana  niemiecki + rosyjski. Pomyłka? Porażka? Przegrana? Przecież ja się nie poddaję. Nie potrafiłam się z tym pogodzić, że odpuszczam, a później z tym że jednak odpuściłam. Musiało minąć trochę czasu zanim dojrzałam do pełnej akceptacji mojego wyboru. Uświadomiłam sobie, że przecież chciałam uczyć tylko języka niemieckiego, więc póki co nie potrzebuję tego rosyjskiego. ( wrócę do nauki – obiecuję) Spędziłam tam piękny czas, poznałam wspaniałych ludzi i naprawdę wiele się nauczyłam, nie tylko pod względem językowym. Poznałam swoje potrzeby i możliwości.  Zmieniłam teoretyczny Uniwersytet na  praktyczne Kolegium. Multum godzin praktyk otworzyły mi oczy na wszystkie plusy i minusy pracy nauczyciela. Tutaj upewniłam się w tym, że ten właśnie zawód chcę wykonywać.

Opole – studia magisterskie

Tak – dla mnie to też był szok. Nigdy nie miałam tego w planach, nawet nie podejrzewałam, że moje wybory zaprowadzą mnie właśnie tutaj. 400 km od domu. Ale plany czasami się zmienia 😉 Tutaj spojrzałam na język niemiecki z troszeczkę innej, śląskiej perspektywy. Też piękny czas.

Jeszcze na studiach podjęłam pracę lektora. I wtedy poszło już z górki…. Z roku na rok coraz większy progres.

Jak jest dzisiaj?

Uśmiecham się! Jestem wdzięczna za to co mam i za to co doświadczyłam. Chwytam dzień, bo życie nie zawsze było dla mnie różowe i nie raz pokazało mi swoje. Codziennie wyciągam wnioski, pracuję nad swoim warsztatem, stale się rozwijam. Staram się aktywnie i pożytecznie spędzać czas, chociaż czasami też leżę na kanapie i po prostu oglądam film 😉 Są dni, kiedy  mam tyle pomysłów, a doba jest taka krótka. Nadal wracam późno do domu, tym razem z pracy. Pracuję również w sobotę, mam swoje drużyny. Razem walczymy, wygrywamy i współpracujemy. Grasz ze mną?

3 myśli na temat “O mnie

  1. Witam Pani Kasiu, dziś jestem po pierwszych zajęciach w Opolu ….bardzo się cieszę że na Panią trafiłam….mam wielkie chęci nauczyć się języka i wiem że z Panią mi się to uda ……pozytywne i bardzo dobre wrażenia …..Dziękuję

    Agnieszka

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s