Od mojej ostatniej aktywności trochę czasu minęło. Wybaczcie 😉 Obecnie przebywam w Polsce. Załapałam się na krótki pobyt w domu, a sami wiecie jak to jest (bardzo przyjemnie, ale doba za krótka). W poniedziałek ponownie wyjeżdżam do Niemiec. Tym razem tylko na dwa tygodnie, ale nic nie szkodzi, za chwilę fun równie duży – idzie wrzesień i zaczynamy upragniony, wspólny, nowy rok szkolny  (!!!)

A dziś jeszcze wakacje… i mój obiecany Viktualienmarkt. Nie bez kozery tytuł taki właśnie. Victus z łaciny znaczy między innymi pożywienie, jedzenie. Stąd też nasz polski wikt, a niemieckie Viktualien (obecnie Lebensmittel).

Zatem od 1807 roku dzień w dzień (oczywiście oprócz niedziel i dni świątecznych) sprzedawana jest na targu żywność. Ktoś pomyśli: „też mi coś, targ jak targ” Ale to nie taki sobie zwykły targ. Na 22 tysiącach metrów kwadratowych, u 140 sprzedawców można znaleźć rarytasy nie tylko z Niemiec, Austrii czy Szwajcarii, ale również z całego świata. Warzywa, owoce, rozmaite produkty mleczne, swojskie wyroby mięsne, wina, ryby, małże, krewetki, a nawet koszerne jedzenie.

Oczopląs od ilości, wielkości i rozmaitości murowany! Również relaks jest mile widziany – ze znajomymi i nieznajomymi w cieniu drzew ogródków piwnych.

Jak dobrze, że to München i nie powstał tu à la frankfurcki Manhattan  (z całym szacunkiem, ale lifestyle jest troszeczkę inny 😉 ) i po II wojnie światowej plan budowy wieżowców w tym miejscu legł w gruzach. Tradycja zwyciężyła.

Został wikt, brakuje tylko opierunku, ale bez stresu, znajdzie się na mieście jakaś tania, samoobsługowa pralnia 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s